Niech te dwie składanki będą zapowiedzią grubszego wpisu z majowego wojażu do miasta pełnego małych żółtych rączek, czarnych większych rączek i platanów klonolistnych.




13.05.2012 :: 18:56 nalej do puchara (4)


jedziemy z relacją chyba z najdłuższego weekendu majowego jaki miałem. dnia piątego maja, ekipa w składzie: Magda, Marta, Jacek i moja skromna osoba, uderzyliśmy w wojaż po stolicy Katalonii. inaczej mówiąc odwiedziliśmy, przez jednych kochaną, przez innych znienawidzoną Barcelonę. pomysł wypalił całkiem niespodziewanie, przez co spotkało nas parę nerwów w stylu: nie możemy kupić biletów bo system odrzuca nasze karty, parę dni przed wylotem dostajemy wiadomość, że nasz "hostel" musi odwołać rezerwację, no i oczywiście "k*wa mam torbę 2 cm za dużą, rajanzłom mnie nie wpuści!". mimo wszelakich trudności udało nam się postawić stopy na hiszpańskiej ziemi. wycieczka nie była zbyt długa, ale i tak było warto. w gruncie rzeczy było to chyba wszystkich z nas jakimś większym bądź mniejszym marzeniem, zobaczyć miasto w którym stare pokolenie chodzi szlakami Gaudiego, a to nowsze zwiedza ciasne uliczki Barcy z książką Carlosa Ruiza Zafona w rękach. my wybraliśmy tego pierwszego gościa. długo się zastanawiałem, czy zacząć od tej złej, czy dobrej strony tego ma się pojawiać na wpisach. w końcu stwierdziłem, że droga z dołu do góry brzmi lepiej, niż z góry na dół. no więc tak.
poniżej będziecie mogli zobaczyć parę zdjęć z jednej z najstarszych dzielnic Barcelony. jeśli komuś chce się jeszcze czytać ten długaśny wstęp to napiszę, że dzielnica ta nosi nazwę Barri Gotic. pełno średniowiecznych, ciasnych uliczek z kamienicami pełnymi balkonów przepełnionych różniastymi roślinami. niestety jest coś co wypełnia te okolice jeszcze bardziej, a mianowicie emigranci. trochę to psuje widok hiszpańskiego miasteczka o jakim mieliśmy wyobrażenie. szczerze mówiąc nie spodziewałem się tego na taką skalę. pomijam fakt, że przypadło nam mieszkać w "pokoju" bez okien, zamykanym na kłódkę od pamiętnika (w sumie za taką cenę, nie było źle :D). nie chcę tu się mieszać w jakieś wojny rasowe, bo do nikogo nic nie mam, ale całe okolice Barri Gotic i innych przyległych dzielnic przypominało wielkie targowisko, gdzie jest trochę brudno i czasem porządnie zawaliło moczem (ba dum pss!). mimo tego wszystkiego, warto zobaczyć te wszystkie ulice i te śmierdzące, i te mniej. warto chodzić tam na piechotę, wtedy można zobaczyć o wiele więcej (eureka co?). parę dni chodzenia od rana do nocy chyba jeszcze nikogo nie zabiły, a nas na pewno przysporzyły o wiele wspomnień. dobra dosyć tego. czekałt





po drodze znaleźliśmy ten kolorowy sklepik z koktajlami ze świeżych owoców. polecam. i wysokie 5 dla tej pani z tyłu za dogadywanie się po polsku. 




Jacek też ustrzelił 2498124695 zdjęć. 


gdzieś pomiędzy kamienicami wyrasta warta uwagi Cathedral de la Santa Creu i Santa Eulalia. 




na tym zakończę pierwszą część pierwszego dnia relacji, bo oczywiście nie siedzieliśmy cały dzień na jednej dzielnicy. także cdn. yo
16.05.2012 :: 16:18 nalej do puchara (11)


powoli, ale jedziemy dalej. druga część dnia pierwszego. następne wpisy chyba będą krótsze bo do końca roku się nie wyrobię, żeby wszystko opisać. w każdym razie, tego dnia odwiedziliśmy jeszcze parę fajnych miejsc. to był chyba dzień, w którym atrakcje przerosły wszystkich, początek dnia był oporowy, do czasu, kiedy weszliśmy do naszego "hostelu" i zastaliśmy nasz pokój otwarty na oścież. każdy z nas pomyślał oczywiście o najgorszym. skroili nas. mimo tego, zauważyliśmy, że super zajebiste zamknięcie naszych drzwi jakim była mała różowa kłódeczka od pamiętnika wisi sobie spokojnie i nie ma żadnych śladów włamania. po wejściu do pokoju okazało się, że wszystko jest tak jak zostawiliśmy, a po jakimś czasie właścicielka wyjaśniła nam, że po prostu jak nikogo nie ma w budynku to wietrzy każdy pokój (inaczej byśmy się podusili, bo w końcu tam nie było okien). Chwilę później przytrafiła się jeszcze gorsza sprawa, o której nie chcę się rozpisywać, ale koniec końców wyszliśmy, aby kontynuować eksplorowanie Barcelony. całkiem niedaleko czekało nas podejście na jakieś 8741 m n.p.m zwane Wzgórzem Montjuic. Fajne miejsce, przy wysokości ok. 6931 m n.p.m. skorzystaliśmy jednak z kolejki który wysadziła nas na szczycie. widok konkret. cała Barca jak na dłoni, gdzie po jednej stronie widać było miasto, a po drugiej port i morze. zamek Montjuic okazał się bardzo chillowym miejscem i oddającym prawdziwy kataloński klimat. zdarzyło się tam również coś historycznego, po czym Marta i Jaco mogą z powodzeniem zmienić swój status na facebook'u joł. na zakończenie tego pełnego niespodzianek dnia postanowiliśmy zejść drugą stroną wzgórza i zobaczyć stadion olimpijski. bardzo fajne miejsce, które swoim statusem mobilizuje dużą grupę ludzi, biegających w kółko po śladach znanych sportowców. zaraz po obejrzeniu stadionu zeszliśmy pod Mirador del Palau Nacional, gdzie mieszczą się słynne fontanny na których organizowane są pokazy "światło i dźwięk". miłe zakończenie dnia, jeszcze wieczorny spacerek do kurnika i oczywiście don simon za 0.95 juro. miłego oglądania.


zanim uderzyliśmy na wzgórze, zahaczyliśmy jeszcze o fajny placyk, na którym zbierają się kolekcjonerzy znaczków i różnych wartościowych monet.


po drodze do domu, trochę nowoczesnego miasta


zapomniałem wspomnieć o Pałacu Guell. zaprojektowany przez Gaudiego pałacyk był bardzo ciekawy, aczkolwiek byłby jeszcze ciekawszy, gdyby był umeblowany tak jak za dawnych lat. 




zamek Montjuic może nie był spektakularny, ale za to miał swój klimat. wtedy poczuliśmy, że rzeczywiście jesteśmy w Hiszpanii.




trochę okolicznych zieleni


zwarta ekipa podczas wzgórzowego czilowania.






a o to i Pałac Narodowy


fontanny były fajnym wydarzeniem, nie spodziewałem się, że będzie to tak duże.


na koniec rozwiążę zagadkę z za dużą torbą. otóż sprawa wyglądała tak, że NIC SIĘ NIE STAŁO. znaczy tak, stało się, nie wiem dlaczego ale spanikowałem, że nie wpuszczą mnie na pokład samolotu po tym jak przeczytałem opinie o tychże liniach w internecie. piątka i stay tuned.
28.05.2012 :: 19:51 nalej do puchara (9)

Archiwum


2017
sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2016
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2015
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2014
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2013
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2012
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2011
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2010
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2009
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2008
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2007
grudzień listopad październik wrzesień

Kategorie

USA(11)
SNOWBOARD(8)
LIFE(91)
PEOPLE(58)
BMX(59)
MTB(3)
OTHER(35)
ARCHITECTURE(5)
PHOTORELATIONS(2)
BACKSTAGE(1)

Linki

dzejdzej| coala| elek| endrju| wojtek| litwinowa| gryciak| franek| brat| Ubrania BMX| BMX| lostinmedia|

All rights reserved. Wykorzystywanie zdjęć bez zgody autora zabronione. Design by Zgredzik. Obczajasz?! Chcesz wykorzystać gdzieś zdjęcie znajdujące się na blogu?pisz na gg: 2065176 lub thomasz.lim@gmail.com . Przypisanie sobie autorstwa całości lub części cudzej pracy, jej deformacja lub edycja bez zezwolenia autora podlega karze grzywny, ograniczeniu wolności lub pozbawieniu wolności do lat 3.